Zacznijmy od krwi.... Strona: 7

Dodano: 2007-10-27 16:22

A na początku było słowo, ono było od Boga a nie tylko boże było słowo a tak się zaczęlo.To życie które zapoczątkowalo rasę ciągle trwa i żyje w każdej kropli krwi...naszej krwi...
A krew nieskończenie pragnąca w łaknących ciałach, w cierpiących duszach, gdy widzi się ofiarę i smakuje szczęścia...tego jedynego.


pax et bonum


Dodano: 2007-10-27 17:12

Bezsens całej sentencji dotarł aż w otchłań, w którą została wciągnięta wilczyca.
Lecz na chwilę obecną najważniejszy był dla niej ratunek, który niespodziewanie nadciągnął w postaci Olbrzymiego Taga.
Sinoniebieski olbrzym, odepchnął na bok osłabłą Kenare, i zaryczał na cienie, które nagle stłoczyły się w jednym punkcie.
Zawirowało, Nimdraug poczuła własne ego, które na powrót zagościło na swoim starym miejscu, dodając jej siły. Zdwojona energia przerodziła się w agresję, nieprzetrawioną podczas ostatniej pełni. Oswobodziła dłonie i rzuciła się w odmęty walki, gdzie mistrz bliźniaczki przelewał w jej obronie szlachetną krew Tagów.



Dodano: 2007-10-27 17:31

Czekała niecierpliwie, bała się, że odbierze jej kolejną ważną osobę. Ciągle powracały masakryczne obrazy przeszłości. Nie mogła stać bezczynnie i tylko się przyglądać. <Czemu nic nie robisz, co ci odbija?>- karciła się w myślach.
Nagle z transu wyrwał ją obcy głos. Obróciła się, by przyglądnąć się nieznajomej postaci. Dym ciągle był na tyle gęsty, że widziała tylko nieznaczny zarys. To co usłyszała totalnie ją zagięło:
-"A na początku było słowo, ono było od Boga a nie tylko boże było słowo a tak się zaczęło.To życie które zapoczątkowało rasę ciągle trwa i żyje w każdej kropli krwi...naszej krwi...
A krew nieskończenie pragnąca w łaknących ciałach, w cierpiących duszach, gdy widzi się ofiarę i smakuje szczęścia...tego jedynego."
-Eeeee! Chyba adresy pomyliłeś, kościół dwie przecznice dalej!- zmierzyła przybysza pogardliwym wzrokiem, po czym odwróciła się na pięcie, ukryła w cieniu i dalej czekała, pochłonięta własnymi myślami...



Dodano: 2007-10-27 20:57

Zagadkowa sentencja dotarła i do niego, lecz nie zwrócił nań większej uwagi.
- Kolejny omamieniec plecie bzdury, mające na celu zmącić umysły... - pomyśłał przedzierając się przez ścianę dymu, lizany płomiennymi ozorami i z trudem oddychając dusznym powietrzem. W końcu dostrzegł przed sobą niewyraźne postaci i nagle wypadł tuż obok Mordraug, o mało co jej nie taranując. Spojrzał na nieprzytomną Nimdraug, rzucającą się w potwornych konwulsjach.
- Ścierw... - syknął jadowicie, mierząc wzrokiem w odległy, przyciemniony zakątek, gdzie pośród nietkniętych płomieniami zarośli wił się kolejny żmijcowaty cień.
- Póki jesteśmy przytomni, nie tkną nas. - stwierdził.
- Lecz już niedługo możecie nie być... A wtedy... co dalej ? Powiezmiemy was, powezmą was... i gdzie zabiorą ?? W jaką okrutną rzeczywistość ?? Och... Tak... Może może do jakiejś zapomnianej otchłani, gdzie cierpieć będziecie bez kresu, może w nicość, która odbierze wam umysły, a może... Wiesz, ze możliwości jest nieskończenie wiele. W końcu jak tu trafiłeś Xibalbha... pamiętasz ? Pamiętasz tamte radosne dni, spędzone w tych twoich lasach ? Pamiętasz sen, jaki ci darowałem ? Był piękny... - złowieszczy głos, dochodzący jakby zza płomiennych ścian nagle zanikł, a Rogaty parsknął, zmrużył oczy i podszedł ku Nimdraug. Spojrzał na nią chłodnym wzrokiem, przycupnął i przytrzymał, aby się nie miotała. Otworzył jej oczy, tchnące pustką, blade jak Księżyc.
- Może być za późno... - rzekł. - Ścierwce wloką ją... tylko dokąd ? - dodał, po czym skierował wzrok ku czarnej dziurze w suficie. - Tam jest coś jeszcze... - stwierdził, dostrzegając w mroku zagadkowe kształty. - Bogowie jedni wiedzą, co ów senny omamieniec jeszcze tu ściągnął...



Dodano: 2007-10-27 21:30

Walka sie toczyła, pogmatwana, nic nie przynosząca machanina...
Nimdraug co jakiś czas zerkała na Taga, też walczył...po swojemu, i trzeba przyznać, że daleko skuteczniej.
W pewnym momencie, ugiął kolana zwiesił łeb, przymknął ślepia i wykonał bardziej już ludzki ruch. Cienie na moment rozpierzchły się na boki,i ten właśnie moment wykorzystał. Skoczył do wilkołaczycy, i poderwał się z nią w górę. Głębia mroku została rozdarta snopem światła, który emanował z jej wybawcy.
Cienie ścigały ich wyjąc wściekle, zdawali się juz być poza ich zasięgiem.
Wilczyca spojrzała ponad ramionami Draugena, w oddali dostrzegała nachylająca się nad nią znajomą twarz.
Przywoływał ich. Czuła już na sobie jego dotyk, kojący jak jak...
nadal niewiele pamiętała.
Ocknęła się nagle, zszokowana rzuciła się do przodu wpadając na klęczącego przed nią Demona. Cała była roztrzęsiona, gorączkowo się rozglądając szukała prześladowców.
Nigdzie ich nie było, podobnie zresztą jak Taga...



Dodano: 2007-10-27 21:44

Padł na plecy, pod ciężarem rozdygotanej wilczycy, nerwowo rozglądającej się po okolicy.
- A niech mnie... - syknął, chwycił ją mocno, by uspokoić, obejrzał, obwąchał i puścił.
- Nimdraug... Nimdraug... - rozległo się z wolna milknące szeptanie. - Wróć do nas, obejmij nas, jesteśmy tu, zatańcz z nami... jesteśmy jednością...chodź, nie bój się... nie zrobimy Ci krzywdy... zabij, a przeżyjesz... - Rogaty zasłonił jej uszy i krzyknął do Mordraug. - Czarują ją, pomóż. Ona nie może słyszeć. przynajmniej dopóki całkowicie się nie dobudzi. - kątem oka dostrzegł zbliżający się cień. Stwór sprytnie omijał rozświetlone miejsca, poruszał się niemal bezgłośnie.
- Parszywy ścierwulec... - stwierdził Rogaty.



Dodano: 2007-10-27 22:16

Na ten widok, wilczyca najpierw zamarła, po czym mocno wtuliła się w Demona, nie wiedziała czemu, ale te dłonie dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Podobnie jak zwierzęca forma, którą przybierała w naprawdę ciężkich chwilach. Zawyła mu cicho do ucha, jakby zwierzając się z minionych okropności. jej białe futro było w zupełnym nieładzie, wciąż dygotała



Dodano: 2007-10-27 22:16

Tag pojawił się u boku Mordraug. Widząc jego osłabienie, objęła go w pasie, pozwalając by się na niej wsparł.
-To jeszcze nie koniec Draugenie?- głęboko zajrzała mu w oczy. Teraz można było w nich wyczytać wszystko co przeżył przed paroma minutami i jak bardzo potrzebuje wsparcia.
-Nie, Mori, to nie koniec. Teraz Ty musisz ich chronić. Pamiętaj, o czym mówiłem Ci na treningach- mocno przytulił swoją podopieczną- uważaj na siebie- i zniknął w otchłaniach nocy.
<Czas pokazać co tak naprawdę potrafię>- zacisnęła mocno pięści i zamknęła oczy. Tak, była gotowa pomścić wydarzenia sprzed lat...
Teraz do jej uszu dobiegł głos Rogacza. Spojrzała w jego kierunku, skinęła potwierdzająco głową. Ułożyła dłonie w dziwny znak, szeptała coś w języku Tagów, jej ciało zaczęło przybierać formę dziwnego stworzenia o długich, chudych kończynach, smukłej posturze. Twarz jej się wydłużyła, oczy powiększyły i nabrały krwisto czerwonego koloru.
-Caleraine!!- zaryczała diabolicznym głosem, całe pomieszczenie oblało się czerwonym, rażącym światłem.
Nie można było nic dostrzec, jedynie do uszu dobiegały przeraźliwe krzyki i piski. Walka się rozpoczęła...



Dodano: 2007-10-28 12:14

Nie zwlekając dłużej, puścił półprzytomną jeszcze Nimdraug, wyciągnął dłoń ku leżącemu niedaleko, płonącemu drągowi, pochwycił go i cisnął w kierunku zbliżającego się paskudztwa. Płomienie rozświetliły spowijający tamtejsze rejony półmrok, tworząc sświetlistą granicę, której cień nie odważył się przekroczyć. Jakby nieco zaskoczony, począł wić się miotany koszmarnymi konwulsjami, po czym zniknął za zasłoną dymu.
- Okalecz... okalecz... oddaj go nam... a ocalisz... istnienie... sssswwwooojjjjjeejjjjjj sssiiioooossttttrryyyyy. - ponure szepty ponownie dotarły uszu wilczycy, wwiercając się w głąb jej nie do końca jeszcze rozbudzonego umysłu. Rogaty ponownież ją chwycił i osłonił przed nimi.
- Perkele. - przeklnął. Głosy na chwilę ucichły, by niespodziwanie przerodzić się w piekielną kakafonię.
- Mordraug... pozbaw go przytomności, oddaj nam, a ocalisz siostrę. Mordraug, nie lękaj się, nie drżyj przed nami. Daj go nam, a odejdziemy...
- Dość ! - ryknął Rogaty, rozglądając się dookoła. Byli otoczeni ścianami ognia, coraz ciężej im się oddychało, dym nie pozwalał dojrzeć zbyt wiele. Ponownież spojrzał w głąb otchłani rozpościerającej się za otworem w stropie.
- Trzeba się stąd ewakuować. - stwierdził.



Dodano: 2007-10-28 12:27

Chyba wariowała, to było gorsze od najcięższej przemiany. W głowie jej pulsowało, nie panowała nad myślami, ale coś jej podyktowało, by na powrót wrócić do ponownej postaci.
I w jednej minucie Demon zorientował się że nie zaciska już dłoni na łbie wilczym, a ludzkiej głowie.
Spomiędzy palców patrzyły na niego wyraziste oczy, w których czytał teraz mnóstwo obietnic.
Wyraźnie kusiła... objęła go za szyję, zupełnie jakby nie dostrzegała powagi sytuacji, zbliżyła delikatną twarz do jego twarzy, tak że czuł jej oddech, zawirowało mu przed oczami...coś było nie tak
Coś BARDZO nie tak z Nimdraug, ale tym razem mógłby przysiąc, że nie jest to iluzja



Dodano: 2007-10-28 12:48

Znajdowała się teraz w świecie cieni i mroku. Zewsząd do jej uszu dobiegały różne głosy. To jeszcze bardziej potęgowało jej chęć zemsty i unicestwienia.
Otaczały ją cieniste postacie, zatoczyły krąg wokół Mordraug i zaczęły go zacieśniać, uniemożliwiając tym samym jakikolwiek ruch. Ona tylko czekała na ten właściwy moment- moment w którym wykaże się nie ujawnianą do tej pory potęgą.
Stwory, wszystkie naraz, rzuciły się na wilczycę z zamiarem wdarcia się w jej ciało i przejęcia nad nią kontroli. Ona się tylko uśmiechnęła, ryknęła i przybrała formę czerwonej kuli, która wybuchła, pochłaniając wszelkie cienie, głosy, paskudztwa...

W trupiarni zapanowała błoga cisza, czerwone światło zbladło, głosy umilkły, cienie poznikały. Na środku sali zaczęła sie rysować drobna postać Mordraug, która patrzyła ślepo przed siebie. Z jej oczu, ust i dłoni kapała krew, rozbijając się o podłoże. Spojrzała w stronę bliźniaczki, na jej ustach zarysował się ledwo dostrzegalny uśmiech, po czym upadła nieprzytomna na ziemię.
Teraz musiała stoczyć tą ostateczną walkę w samej sobie...



Dodano: 2007-10-28 13:14

Parsknął i odtrącił ją, wstając chwiejnie. Nie czuł się najlepiej, choć nie potrafił określić, czy to przez duchotę otaczającej ich atmosfery, czy też przez jakieś magiczne zamroczenie, które przeszło z Nimdraug na niego. Spojrzał na nią, leżacą u jego stóp, wymordowaną i jakby wyzutą z życia, lecz tchnącą jakąś nieopisaną energią. Później ujrzał tylko błysk za zasłoną dymu i zarys Mordraug opadającej na podłogę, osaczonej zacieśniającym się kręgiem płomieni.
- Ona jest nasza... - usłyszał w głębi swego umysłu znajomy głos. - I na co Ci opór ? Zabierzemy ją, zabierzemy wszystkich, cała ta rzeczywistość będzie pod naszym władaniem. A ty, mój drogi, też wkrótce odejdziesz.
- Być może... - odrzekł zgryźliwie łowca, z trudem pokonują ogarniającą go z wolna niemoc. Spojrzał na swoje dłonie, umorusane sadzą i lekko spieczone, skupił na biciu swojego serca. Waliło mocno, choć z każde kolejne uderzenie zdawało się tracić na sile.
- Być może komuś dziś przyjdzie skonać... być może nam obu, przyjacielu. - dodał, syknął i niewiele myśląć rzucił się ku Mordraug. Skoczył w ścianę dymu, przyklęknął przy ciele wilczycy i zwinnym susem wydobył ją z płomiennej pułapki. Pochwycił Nimdraug i zaniósł obydwie w bezpieczny kąt, pod oknem, gdzie powietrze czyste, a płomień wstępu nie miał. Usłyszał za sobą odgłos zapadającego się stropu i wtórujący mu paniczny wrzask Malkaviana, ryczenie przerażonej pantery.
- To miejsce niedługo runie. - pomyślał. Dostrzegł daleko wśród zarośli, uwięziony w płomiennym pierścieniu wężowaty cień. - A ty możesz mi się jeszcze przydać... - stwierdził. Zerknął na wilczyce, potem na zmrocza, po czym ruszył w jego kierunku. Stłumił płomienie, odgradzając bestii drogę do siebie, przyklęknął i spowolnił akcję swojego serca, pozwalając pochłonąć się otchłaniom snu.
- No chodź, skarbeńku, tego snu nie zapomnisz do kresu swojego parszywego bytu... - oststnie co pamiętał, to rozmazujący się obraz, widok pełznącego ku niemu stworzenia, złowieszcze buczenie wściekłych płomieni.



Dodano: 2007-10-28 13:35

Nimdraug nagle otworzyła oczy, silnie mrugając dopatrzyła się Morti, podpełzła do niej i przechyliła jej twarz w swoją stronę. Miała szeroko otwarte ślepia, z których zionęła rozpaczliwa pustka.
-Wróć, proszę Cię, wróć- chrapliwym głosem przywoływała bliźniaczkę, zupełnie jak za starych czasów gdy się ganiały po lasach, z tym wyjątkiem że przecież wtedy nie kończyło się to łzami.
Siedziała by tak dłużej, gdyby nagle nie zadziałał instynkt. Gdzieś w pobliżu wyczuła słabnącą jednostkę, uwięzioną w płomieniach.
Bez namysłu skoczyła w dym, zostawiając siostrę, która sprawiała teraz już tylko wrażenie uśpionej. Zapiekło ją, zmrużyła ślepia i zwęszyła kształt, leżący na posadzce. Bez namysłu chwyciła go i zaczęła wlec z powrotem.
Dziwnie się czuła, nie wiedziała skąd ma taki przypływ energii, ale nie miała na co sie uskarżać.
Koniec końców zalegli wszyscy pokotem na zewnątrz.



Dodano: 2007-10-28 13:56

Tylko sprawiała wrażenie uśpionej na zewnątrz, wewnątrz natomiast wrzało. Więziła w swoim kruchym ciele niewyobrażalną energię, której musiała się niezwłocznie pozbyć, bo może to doprowadzić do niechcianych skutków. Najważniejsze, żeby ochronić przed nimi swoich bliskich, a może nawet przed samą sobą.
Bacznie przyglądała się wielkiej, czerwonej kuli, która płonęła wściekłością i nienawiścią. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie wszystkie demony. Nie miała wyjścia, musiała wrócić i wytępić resztę, nawet za cenę własnego życia.
Skupiła pozostałości swych mocy. Jej ciało znowu zaczęło emanować czerwonym blaskiem, dotychczas puste oczy zalały się czernią. Bez problemu podniosła się z ziemi i ruszyła w kierunku komnaty. Skoczyła i zniknęła w smudze krwistego światła...



Dodano: 2007-10-28 14:03

Nimdraug zaniemówiła, puściła dopiero co ocalone rogate stworzenie i ruszyła za siostrą.
Warcząc zajadle, starała się ja zatrzymać. bezskutecznie... rzuciła się więc za nią w ogień



Dodano: 2007-10-28 14:46

Znalazła się ponownie w mrocznej otchłani zmor, coraz szybciej trawionej przez ogień. Stanęła w środku płomieni, które pod jej wpływem stały się bladoniebieskie i zimne.Wyciągnęła przed siebie dłonie, w których zaczęła rosnąć dziwna, żółta forma. Już miała wypowiedzieć ostatnie zaklęcie, gdy do jej uszu dobiegło nawoływanie Nimdraug. <Co ona tu robi, siostro nie teraz!>- szeptała w myślach. Wyostrzyła wzrok, starając się dostrzec w gęstym dymie siostrę. Nie widziała, ale czuła. Zgasiła płomień wytworzony w rękach i skoczyła instynktownie w kierunku bliźniaczki. W mgnieniu oka znalazła się przed nią.
-Wybacz, nie mam wyboru- rzekła do niej i z całej siły odepchnęła ją do tyłu. Nimdraug wyleciała przez okno, uderzając o pobliskie drzewo. Nie czuła bólu, czuła się wręcz dobrze, spokojnie, bezpiecznie za zasługą czarów Taga.
Wilczyca powróciła do zaklęcia, skupiła całą swą energię i wycelowała ją w skupisko diabelnych cieni.
-Teraz, albo nigdy! Keralteran!!- zawyła donośnym głosem i pozwoliła działać swej magii...

Krematorium najpierw się zaczerwieniło, stanęło w płomieniach, po czym wybuchło, odrzucając na sporą odległość popalone ciała, gruz, połamane stoły, krzesła... Przed oczami zaczął malować się obraz gruzowiska, okalanego płomieniami i dymem...



Dodano: 2007-10-28 15:29

Nimdrag podniosła się spod drzewa, warknęła spoglądając na dom, zakręciło jej się w głowie więc znowu usiadła. Widziała beznadzieję całej sytuacji, wiedziała jak bardzo Tagi są uparte. Przeczesując włosy dłonią, spostrzegła w jakim jest opłakanym stanie. Nie tak dawno sklecone ubranie ledwo sie na niej trzymało, cała była w sadzy, umorusana jak nadpobudliwe szczenie.
Trzeba by co ze sobą zrobić, rozejrzała sie ukradkiem czy nikt jej nie widzi...



Dodano: 2007-10-28 15:37

Wziął głęboki oddech i ze zdziwieniem stwierdził, iż oddycha niezwykle świeżym powietrzem, przesiąkniętym zapachem młodej wiosny.
- Gdzie jesteś ? - usłyszał łagodny głos i z trudem uniósł piekące powieki. W bladej jasności, rozciągającej się przed jego oczyma dojrzał po chwili zarysy korona drzew, z trudem zakrywających błękitne niebo, po którym płynęły rwane skrawki chmur. Zorientował się, że leży na jakiejś polance, gdzieś w leśnej głębinie, przy rozkosznie szemrzącym strumyczku. Zerwał się, wsparł na ramionach i przysiadł, spoglądając w krystaliczną toń rześkich wód. W głowie pulsował mu z wolna niknący ból, gardło piekło niemiłosiernie, jakby płonęły w nim piekielne płomienie. Nie namyślając się długo, rzucił się ku strumieniowi i począł wlewać w siebie życiodajną ciecz. Jej chłód rozbudził go całkowicie. Obmył się i rozejrzał dookoła. Niewiele pamiętał, jakieś dziwne przebłyski, płomienie, cienie, szaleńczą walkę o przetrwanie.
- Parszywe sny. - syknął, wstając na nogi. Rozruszał nieco obolałe kości, sprawdził swój oręż i skierował wąską ścieżyną w otchłanie puszczy. Zmierzał do domu, do swojej kryjówki, nie potrafił określić, ile czasu minęło, od chwili, w której stracił przytromność, a także, dlaczego ją stracił. Musiał tam leżeć spory szmat czasu, głód dawał mu już o sobie znać. Minął jakieś ruiny otulone cichymi cieniami, potem samotny, wzniosły głaz opleciony pnączami i wyszedł na rozległą polanę, skąpaną w promieniach zachodzącego Słońca i osnutą delikatnymi mgiełkami.
- Xibalbha... - usłyszał kobiecy głos. Dostrzegł w dali jakąś sylwetkę i chodź nie potrafił dostrzec szczegółów, poczuł nagły przypływ radosnej energii. Wiedział co to za postać, choć jej obecność wydawać się mogła czystym absurdem. Widmo nagle rzuciło się do ucieczki.
- Chodź za mną... - szepnęło.
- Czekaj ! - wrzasnął, burząc spokój przysiadłych na okolicznych gałęziach ptaszysk, które zerwały się do lotu i poczęły zataczać kręgi nad polaną.
- Szybciej... - nie zastanawiając się ani chwili ruszył za postacią, lecz gdy dotarł na środek równiny, poczuł w sobie coś dziwnego. Siły poczęły go opuszczać, spojrzał w niebo, które zabarwiło się na kolor purpury i grzmiało teraz rozgniewane.
- Pamiętasz sen, przyjacielu ? - posłyszał złowieszczy szept. Nagle grunt się zatrząsł, polana, pod wpływem jakiejś nieznanej siły, został oderwana od reszty świata i poczęła wznosić się ku otchłani nieba. Ze zgrozą spostrzegł, iż co rusz odpadają od niej kolejne fragmenty, jedne szybciej się unoszą, inne opadają w czeluść na dole. Nie wiadomo kiedy tuż obok niego pojawiła się tajemnicza zakapturzona postać, spostrzegł ją dopiero w chwili, w której położyła na jego ramionach koąścistą, lodowato zimną dłoń. Odskoczył odeń i przyjmując postawę obronną spiorunował wzrokiem.
- Witaj, przyjacielu. - szeptał przybysz.
- Ty... - odparł jadowicie, a obcy zaśmiał się donośnie i nagle cała otchłań poczęła emanować podobnym, złowrogim chichotem.
- Parszywy omamieniec z manią wielkości i władzy... - westchnął Rogaty, przysiadając i z pogardą zerkając na zakapturzonego.



Dodano: 2007-10-28 15:52

Nareszcie odświeżona wyszła z wody, wytrząsając wodę ze skośno ukształtowanego ucha, zerknęła w kierunku zgliszczy.
Rogatego gdzieś zmyło, i dobrze polanka jest jej, chwyciła połatane mokre ubranie, wyżęła je i zaczęła się ubierać, sznurując i wiążąc wszystko od nowa... nie ma luksusów, ale jakoś jej to nigdy nie przeszkadzało.
Martwiło ja tylko, że nigdzie jeszcze nie było Morti.
Pogłupieli totalnie, feralne to miejsce jakieś, sapnęła układając się w cieniu i mrużąc oczy.
Pora by pomału wracać do nory... już tak dawno nie widziała się z Ulfem...
Zamknęła oczy, i ujrzała olbrzymiego szarego wilka. Szczeknął radośnie, trącił ja nosem w policzek i zniknął a w raz z nim świadomość przemęczonej wilczycy...
Nimdraug skuliła sie między korzeniami równomiernie oddychając i zasnęła.



Dodano: 2007-10-28 17:40

- Widzisz mój drogi, taki świat, takie życie... a raczej istnienie, bo to nie zawsze wiąże się z życiem. - zakapturzony prawił swoje dyrdymały, pogrążony w osobliwej ekstazie, unosząc się lekko nad polanką i fruwając z jednego jej krańca na drugi. Rogaty był już dość znużony.
- Stul pysk i mów w końcu, czego chcesz. - syknął, nie odrywając wzroku od pełzających tu i ówdzie cieni, żerujących wyjców i innych dziwadeł, lewitujących pomiędzy wyspami wzniesionymi nad otchłanią.
- Jesteś moją duszą, moim sługą, lecz stawiasz mi opór, od kiedy pamiętam. Kiedy w końcu zrozumiesz, iż nie ma on najmniejszego sensu. Oddaj się mej woli.
- A, tu cię kole, zmroczu zafajdany. - powstał i obdarzył go pogardliwym spojrzeniem, takoż samo się uśmiechając. - Wiesz, jakoś nie mam ochoty. - odwrócił się plecami do oponenta.
- Myślę, że jak sobie tu posiedzisz kilka wieczności, zmienisz w końcu zdanie. Jakby nie było, jesteś teraz moim więźniem, więźniem tegoż miejsca. - zakapturzony zaśmiał się złowieszczo.
- Zapomniałeś o jednym, przyjacielu. - przerwał mu Rogaty.
- To znaczy ?
- Tak się składa, ze jesteś w moim śnie i nie powiedziałbym, że to ja jestem tu więźniem... - Xibalbha zachichotał i obnażył ozor.



Dodano: 2007-10-28 18:06

Gdzieś w cieniach młodej nocy, odpoczywająca Nimdraug, mruknęła i niespokojnie przewróciła się na drugi bok...



Dodano: 2007-10-28 18:11

Czuła się jakby leciała, nagle wszystkie troski, zmartwienia odpłynęły w niepamięć. Spokój porwał ją w swe delikatne i ciepłe ramiona. Nareszcie zaznała tak upragnionego odpoczynku. Od kiedy pamięcią sięga, zawsze walczyła, wpadała w niezłe tarapaty, broniła bliskich. Los jej przyszykował ciężką ścieżkę życia, na której porozrzucał smutki, troski, ból, mnóstwo bólu...
Nie miała ochoty już oglądać się za siebie, pragnęła tylko wyciszenia. Tego stanu, kiedy była jeszcze malutka i razem z bliźniaczką beztrosko bawiły się w swym ukochanym lesie. Tak, dom, bardzo za nim tęskniła, kiedy zabrano ją z niego, odseparowano od rodziny i przyjaciół. Z początku była wściekła na nich, że to właśnie ją wybrali, ale z biegiem czasu była im wdzięczna za to co jej dali i co dla niej zrobili. Dzięki temu zyskała tak niezbędną w dzisiejszych czasach potęgę, którą w końcu miała okazję wykorzystać...
Zniszczyła ich, lecz wiedziała, że to jeszcze nie wszyscy. Niedawno rzekłaby, że nie spocznie dopóki ich nie wytępi co do ostatniego. Ale teraz poczuła zmęczenie, straciła wolę walki. Nadszedł jej czas, czas na sen...



Dodano: 2007-10-28 18:35

Niechętnie otworzyła jedno żółte oko, to co ujrzała było dosyć zaskakujące...



Dodano: 2007-10-28 18:51

Te słowa uderzyły w niego z siłą błyskawicy, rozdarły wewnętrznie i choć nie zawierzał im całkowicie, zwarzając na to, przez kogo zostały wypowiedziane, czuł ich niezwykłą moc. Xibalbha tylko uśmiechał się, spoglądając na niego, a on dostrzegł w jego wzroku coś niepokojącego, stoicki spokój.
- Teraz ty pleciesz nonsensy... - orzekł, lecz w jego głosie brak już było wcześniejszej pewności.
- Ścierweczko... - mruknął Rogaty, mierząc teraz ku kłębiącym się tu i ówdzie cieniom. - A jeśli i one zrozumieją, że nie masz nad nimi władzy ? - zapytał, wyszczerzając kły.



Dodano: 2007-10-28 18:59

Przeciągnęła sie więc, otwierając drugie oko. I ruszyła na spotkanie ogromnego, czarnej maści wilka, czekającego na nią pod drzewem...



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło